poniedziałek, 24 sierpnia 2015

RAJSKI DESER, AGNIESZKA OSIECKA



...A Ciebie chce mieć na deser,
a Ciebie chce mieć na potem,
zachowaj dla mnie obrączkę...

I ocal dla mnie niecnotę,
i ocal dla mnie niecnotę,
i ocal dla mnie niecnotę...

A Ciebie chce miec po wszystkim,
a Ciebie chce miec na końcu,
wyląduj ze mną w pokorze...
Na mym ostatnim słońcu...

A czy nam dzisiaj słońca brak?
Wiary brak,woli brak...?
Dlaczego mówisz wiele tak,
lub zdanie przerywasz w pół słowa,
w pół nocy...w pół dnia...

Bo Ciebie pragnę dziewczyno,
tym może piękniej i dumniej,
że mi bez Ciebie dni płyną...

Niestrasznie ani niechmurnie,
niestrasznie ani niechmurnie,
niestrasznie ani niechmurnie...

Ja Ciebie chcę w nieładzie,
Ja Ciebie chce w gorączce,
nim ranne wstaną zorze...

Ja Ciebie chce po wszystkim,
Ja Ciebie chcę na końcu,
wyląduj ze mną w pokorze,
na mym ostatnim słońcu...

A Ciebie chcę mieć na deser,
a Ciebie chce mieć na potem,
hmmm,hmmm,hmmm,hmmm...


I ocal dla mnie niecnotę,
i ocal dla mnie niecnotę,
i ocal dla mnie niecnotę...

A Ciebie chce mieć na deser,
a Ciebie chce mieć na potem,
a Ciebie chce mieć na deser...

A Ciebie chce mieć na deser,
a Ciebie chce mieć na potem,
a Ciebie chce mieć na deser...

sobota, 22 sierpnia 2015

WISŁAWA SZYMBORSKA, ŻYCIE NA POCZEKANIU

Życie na poczekaniu. 
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki. 
Głowa bez namysłu.
Nie znam roli, którą gram. 
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
O czym jest sztuka, 
zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia, 
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem. 
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją. 
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy. 
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem. 
Moje instynkty to amatorszczyzna. 
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza. 
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany -
oto żałosne skutki tej nagłości.
Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem.
Czy to w porządku – pytam
(z chrypką w głosie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin 
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie. 
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne. 
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów. 
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili. 
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice. 
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera. 
I cokolwiek uczynię, 
zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.